Białe katulki

 

 

 

 

 

 

 

 

Pani Justyna zrobiła bezy. Właściwie troche nie dokładnie, bo zaczęło się inaczej się nie tak konkretnie. Sytuacjia wyglądała następująco: jak zazwyczaj chwątałyśmy się w kuchni rozmawiając przy tym na różne tematy. Właśnie wtedy przeszedł Pan Łysy z opowieścia o przepysznych bezach z polskiego sklepu w Berlinie

– Wiecie co, jadłem bezy tam w tym polskim sklepiku i no, dobre były. Bardzo dobre!

– No, proszę… próbowałam łagodnie a jasne migać oczkami, przestań natychmiast z tej bzdury.

– No, no. Naprawdę, były pyszny.

I co teraz, bo właściwie te bezy były w domu i znamy je obydnie. Pani Justyna nawet probowała, ja nie bo moje zęby mi nie pozwalaja kosztować kamieni. Po prostu cukier, albo lawina z cukru, białka, połączenie cukru z wapnem, dużo wapień. Twarz Pani Justynyie prawie nie poruszał , może połknęła słowa, a później w środku wybuchły, ogień i pożar. Oczy prawie się rozpuściły po tym wewnętrzny pożarze. Ja z mojej strony, reagowałam w ten sam sposób jak na słowa, że Dorota Masłowska nie umie pisać, albo że każde dziecko potrafi pisać wiersze tak jak Różycki. Co powiedzieć? Można się udusić. Tak na takie „coś” nie ma odpowiedź. Można tylko odpowiedzieć robiąc dobre bezy i tak się stało, że pani Justyna upiekła bezy:

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: